Dziwny tytuł co? Historia… historia świata, historia narodu, historia rodziny… Jakiś czas temu miałem okazję wybrać się do domu swoich przodków. Domu który pamięta nie jedną pewnie wojnę. Na pewno nie jeden pożar. Domu mojej prababci, babci i dziadków.

Domek stał opuszczony odkąd pamiętam. Obok stał drugi dom mojej babci (postawiony później). Byłem małym szkrabem który zaczął z rodzicami jeździć do babci na wieś, pociągiem – czasem kilka godzin – pociągiem który był ciągnięty jeszcze przez parowozy. Potem wsiadało się w autobus który jeździł tylko dwa razy dziennie w kierunku wsi mojej babci.

Nie była to łatwa podróż. Często ciasno, autobusy rozgruchotane, śmierdzące… ale to miało swój klimat. I wreszcie te ukochane wakacje na wsi… ktoś miał takie szczęście, spędzać wakacje na wsi? Teraz dzieciaki nie wiedzą co to wieś.

Moje wspomnienia z babcią (bo prababci nie mogłem pamiętać). Wyobraźcie sobie, że to co ja pamiętam to wieczna walka z gospodarką. Samotna walka bo dziadek zmarł młodo. Kilka krów, dwa konie, kury, kaczki, sprzęt którego teraz nie zobaczycie na wsi… ba! gołe ręce i plecy – ona sama. Pomagaliśmy jej jeżdżąc z rodzicami jak najczęściej się dało i obowiązkowo każde wakacje.. To były wspaniałe czasy i czasem ciężkie dla młodego człowieka.

Gdybym opisał dziś moje wakacje, tryb życia babci pewnie opieka społeczna by się zainteresowała takim dzieciakiem. Pewnie nie jeden program by powstał w telewizji w jakich to warunkach babcia żyje – ale wtedy takie były czasy.

Ale może to będzie tematem innej historii i innego wpisu. Dziś prezentuję Wam fotografie z domu który stoi opuszczony już kupę lat. Tu kiedyś żyli moi dziadkowie w młodości i pradziadkowie. W czasach jak ja się pojawiłem na świecie i tam jeździłem ten dom już był opuszczony. Teraz wygląda to tak:

Zawsze jak patrzę na te zdjęcia – pojawiają się wspomnienia. Wspaniałe wspomnienia babci. Ciągle zapracowanej, takiej której najważniejszym celem życia była praca… ciągła praca.